Michał Cholewa: „Współudział”

Bohaterowie czy bandyci? Jak nazwać tych, którzy walczą z okupantem mimo kapitulacji? Tym bardziej, że okupacja wydaje się stosunkowo łagodna, a współpraca z najeźdźcą przynosi wszystkim wymierne korzyści?

Fot. Alien Invasion

Ten artykuł ma 6 stron:

Michał Cholewa

Michał Cholewa, rocznik 1980. Doktor nauk technicznych w obszarze informatyki, działacz fandomu oraz pisarz specjalizujący się w militarnej science fiction. Zadebiutował w 2008 roku opowiadaniem „Ognisko”, które weszło w skład antologii „Epidemie i zarazy”.

W 2012 roku ukazała się jego pierwsza powieść, „Gambit”, a rok później jej kontynuacja „Punkt cięcia”. Za trzecią część cyklu „Algorytm Wojny”, „Fortę” otrzymał Nagrodą Zajdla oraz Srebrne Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Na początku 2016 roku ukazała się czwarta część serii pod tytułem „INWIT”.

XCOM zaatakował w środku dnia. Posterunek Adventu wyleciał w powietrze, kiedy Marek Rycht wychodził z Piotrusiem z przedszkola. Najpierw był błysk i przeraźliwy, ogłuszający huk, potem szary deszcz spadających odłamków betonu i plastali. Ktoś wrzasnął. Gdzieś zawyły unisono syreny patrolowców walcząc o lepsze z baterią samochodowych alarmów.

Marek bez namysłu porwał przerażonego Piotrusia i rzucił się za niski murek odgradzający przedszkolny plac zabaw od chodnika. Od razu padł na mokrą trawę, otaczając synka ramionami.

– Nic się nie bój – mówił, mając nadzieję, że uspokajającym tonem. Mocno przeszkadzał w tym rwany, drżący z przerażenia głos. – Nic się nie martw, jestem tu. Jestem z tobą.

Piotruś płakał. Po małej buzi spływały wielkie jak grochy łzy. Drobne ręce niczym kleszcze wpijały się w ramię ojca.

– Tato, boję się tego hałasu…

Coś eksplodowało, niedaleko, zasypując ich gradem drobnych jak piasek odłamków. Marek obejrzał się i z przerażeniem zobaczył ziejący dymem otwór w ścianie budynku przedszkola – czarny, groźny, otoczony zębatym zygzakiem resztek wytłuczonych szyb.

„Ja też, Piotrusiu, ja też cholernie się boję” – pomyślał.

– Nie ma się czym martwić – powiedział głośno. – Wszystko będzie dobrze, panowie z Adventu zaraz przyjadą.

Syreny patrolowca wyły nadal, wybijając się ponad nierówna orkiestrę autoalarmów, wypełniając pobliski rynek jękliwym, ponurym hałasem, lecz jednocześnie będąc świadectwem, że posterunek jakoś się jeszcze trzyma.

„Obywatele” – doszedł ich spokojny, miły głos z systemu nagłaśniającego. – „W związku z zamachem terrorystycznym sił XCOMu, ogłaszam stan kryzysu dla sektora 343. Powtarzam, stan kryzysu dla sektora 343 aż do odwołania. Nie opuszczajcie domów i czekajcie na grupę interwencyjną”.

Rycht gorączkowo przesuwał dłońmi po ubraniu dziecka, sprawdzając, czy nie znajdzie jakiegoś rozdarcia czy lepkiej wilgoci – czegoś, co wskazywałoby na ranę. Wszystko wydawało się w porządku. Na szczęście posterunek był dobre dwieście metrów od przedszkola. To chyba daleko, jak na bombę?

– A kiedy przyjadą? – spytał wtulony w niego Piotruś.

– Niedługo – Marek położył dłoń na chropowatym betonie, ale natychmiast ją cofnął. Tutaj byli bezpieczni, tu nikt ich nie widział. Kto wie co się stanie, jak wyjrzy? Może lepiej poczekać. – Naprawdę niedługo. Nic nam tu nie grozi. Jesteśmy dobrze schowani.

Nie miał pojęcia, czy to prawda. Licho wie, co potrafiła broń napastników. Mógł mieć tylko nadzieję, że ich kryjówka jest wystarczająco bezpieczna.

15 najdziwniejszych broni palnych. Pistolet kosmonautów, karabin na Turków i inne

…Pod dwiema lufami znajduje się kolejna, tym razem strzelająca amunicją 5.45×39 mm, stosowaną w karabinkach automatycznych. Uzupełnieniem zestawu jest dołączana do broni kolba kryjąca maczetę.

Pistolet zaprojektowano z myślą o radzieckich kosmonautach, którzy – w razie problemów podczas powrotu na Ziemię – mogli wylądować w niebezpiecznych miejscach. Używano go do 2007 roku; stanowił element zestawu przetrwania, umieszczanego w statkach kosmicznych Sojuz. Czytaj więcej

Słyszał intensywną wymianę ognia, gdzieś z okolic posterunku. Potem nagle rozległa się seria ostrych, donośnych eksplozji i samochodowe alarmy zamilkły, pozostawiając na placu boju jedynie karabiny i syrenę patrolowca. W pewnym momencie na rynku zabrzmiał kobiecy krzyk – wysoki, pełen bólu. Urwał się tak nagle, jak się zaczął. Marek miał nadzieję, że Piotruś albo go nie usłyszał, albo nie domyślił się, co mógł oznaczać.

Znowu terkot broni maszynowej… i przerażający, cichy bzyk przelatujących tuż nad betonowym murkiem pocisków, świetnie słyszalny, mimo harmidru potyczki. Marek jeszcze dokładniej nakrył swoim ciałem syna. Przerażony Piotruś nic nie mówił, tylko pochlipywał. A jego ojciec czuł rozdzierającą bezsilność. Czy w ogóle jest w stanie obronić syna? Czy gdyby gdzieś obok ktoś zaczął strzelać, wybuchł granat, albo jakikolwiek inny śmiercionośny cud techniki – czy w ogóle dałby radę cokolwiek zrobić?

Zobacz również: Gadżetomania.TV: D&D Neverwinter po polsku - Wywiad z autorami

Gdzieś o wiele bliżej – chyba obok piekarni – rozległo się kilka krótkich wystrzałów, a potem świst i czyjś agonalny wrzask. Ułamek sekundy potem miejscem wstrząsnęła donośna eksplozja. Ponad murkiem widział bijące w niebo kłęby czarnego dymu i zdawało mu się, że słyszy syk płomieni.

Karabiny znów zaterkotały wściekle i syrena patrolowca zamilkła. A potem rozbrzmiała znowu, zwielokrotniona dziesiątkiem ech, przy wtórze wysokiego świstu potężnych turbin. Skulony Marek dopiero po kilku sekundach zorientował się, co to oznacza. Przyleciały posiłki Adventu. Zaraz będzie po wszystkim. A przynajmniej taką miał nadzieję.

Po drugiej stronie murka, na ulicy, zatrzymało się kilka pojazdów. Marek słyszał silniki patrolowców i cięższy, bardziej basowy pomruk wozu interwencyjnego. Głosy funkcjonariuszy. Miał właśnie wyjrzeć zza osłony, kiedy karabiny XCOMu zaterkotały ponownie i usłyszał metaliczne uderzenia pocisków o blachy pojazdów. Momentalnie zagrała broń ludzi Adventu, w równej kanonadzie przerywanej wykrzykiwanymi komendami.

„Obywatele” – odezwał się znów przyjazny, ciepły, doskonale słyszalny głos systemu. – „W związku z atakiem terrorystycznym XCOMu, siły Adventu przystępują do zabezpieczania sektora 343. Nie opuszczajcie domów. Jeśli znajdujecie się poza nim, połóżcie się na ziemi i czekajcie na komunikat zakończenia kryzysu. Do jego ogłoszenia każda osoba nie stosująca się do zaleceń tego komunikatu będzie celem akcji zabezpieczającej.”

– Już wszystko w porządku? – zapytał drżącym szeptem Piotruś, wciąż przyciśnięty do ziemi przez ojca.

– Tak, synku – wyszeptał Marek. – Wszystko jest już dobrze… w zasadzie…

Znów doszedł ich stłumiony wybuch. Ktoś, całkiem blisko, wydał z siebie zduszony krzyk. Marka dobiegł odgłos upadającego ciała, a potem nieprzyjemne bulgotanie.

„Do jego ogłoszenia” – kontynuowało niezarażone nagranie – „każda osoba nie stosująca się…”

Strzały stojących niedaleko ludzi Adventu umilkły, przy patrolowcach słychać było tylko upiorne odgłosy konania i ciche pomruki z tego samego miejsca. Być może ktoś pomagał rannemu.

Nagle rozległ się zgrzyt hydraulicznych siłowników i metaliczny trzask - pewnie otwarły się drzwi wozu interwencyjnego.Jakby setka węży zasyczała unisono i Marek poczuł, że mięśnie sztywnieją mu w zupełnie niekontrolowanej panice. Zamarł wstrzymując oddech, w irracjonalnym przeświadczeniu, że cokolwiek jest po drugiej stronie wątpliwej osłony, przybyło tu po niego i Piotrusia, że wypełza teraz z wozu bojowego Adventu tylko po to, by żerować na skulonych ze strachu mieszkańcach sektora.

Syczenie przycichło, a potem przeszło płynnie w miękki odgłos czegoś przerażająco organicznego szybko sunącego po chodniku, niczym przesypywanie się piasku w gigantycznej klepsydrze. Funkcjonariusze Adventu milczeli. Nie rozlegał się ani jeden głos, nikt nie ważył się nawet drgnąć czy głośniej odetchnąć. I nikt nie ruszył za oddalającą się istotą. Nawet ranny i medyk nagle zamilkli.

Minęło dziesięć sekund, potem piętnaście, wreszcie trzydzieści. Marek słyszał nadal świst turbin patrolowców i ponury trzask ognia pożaru w okolicach piekarni. Gdzieś zza murka unosiła się w niebo chmura czarnego, tłustego dymu. Advent nadal milczał i nawet zamachowcy z XCOMu nie strzelali – być może już uciekli, a może zginęli w kanonadzie… Ale w takim razie dlaczego nie ogłoszono zakończenia kryzysu?

– Tato – wyszeptał Piotruś na granicy słyszalności. – Czy już się skończyło?

– Chyba tak…

Z rynku dobiegł ostry, wysoki wrzask, pełen bólu i przerażenia, wysoki, odrobinę zaledwie kojarzący się z istotą ludzką. Trwał długo, potwornie długo. Przechodził raz po raz z wycia w skrzeczenie, upiorny gulgot, by znowu powracać do wrzasku.

Wreszcie umilkł, czy też stał się zbyt cichy, by go słyszeć, pozostawiając jedynie cień samego siebie, echo odbijające się tam i z powrotem pod czaszką Marka.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Rozrywka:

Też będziecie tak piszczeć na Księżycu w nowiu? Obama: Gry wideo mają zły wpływ na zdrowie Bit.ly monopolizuje skracanie linków i Twittera Toxic Avenger dla całej rodziny Nowe fotki i informacje o The Elder Scrolls V: Skyrim Rosjanie zaatakowali serwery polskich instytucji państwowych Eye of Judgment - video recenzja Microsoft zapłaci 50 milionów USD za episodic content do GTA IV!? Bayonetta na żywo - wygląda świetnie, ale... Film dnia. Robert Downey Jr. wręcza niepełnosprawnemu dziecku "rękę Iron Mana" Przenieś numer z TPSA do Tlenofonu W tym tygodniu: Walczymy z obcymi i spędzamy walentynki ze "Szklaną pułapką"

Popularne w tym tygodniu:

"Smoleńsk" to najgorszy film wszech czasów. Internauci wydali werdykt Niezwykłe konstrukcje. Japońskie podwodne lotniskowce Sen-Toku (typ I-400) Netflix naszykował wysyp nowości. Będzie co oglądać Przyjaciele lecą non stop w telewizji, ale wszyscy i tak czekali na HBO Go. Wreszcie są Amazon szykuje najdroższy serial w dziejach. Odcinkowy "Władca Pierścieni" będzie kosztował więcej niż trzy filmy Czy twój robot umie sikać piwem do kubka? Ten potrafi